"Trzecia władza"  (30)

     Wszystko miało jednak swoją cenę. Dokonywanie zmian przy bardzo 
agresywnym ocenianiu sędziów, którzy stali się nosicielami wszelkich pato- 
logii - byli złodziejami, pijakami i sprawcami przemocy domowej, bo tak na 
podstawie jednostkowych przypadków próbowała ich przedstawić rządowa 
propaganda w telewizji publicznej - spowodowało, że entuzjazm wobec 
reform wśród ludzi Temidy gwałtownie topniał. Głośna historia kradzieży 
elementów wiertarki w supermarkecie przez sędziego była prawdziwa, 
podobnie jak przywłaszczenie sobie pieniędzy na stacji benzynowej przez 
innego. Jednak stawianie wszystkim sędziom na tej podstawie oskarżeń było 
krzywdzące, a przede wszystkim nieprawdziwe. 
     W 2017 r. akcja ta przybrała zorganizowaną formę. W całej Polsce 
ruszyła akcja billboardowa przeciwko sędziom mająca uzasadnić potrzebę 
reform. Hasłem przewodnim było: "Niech zostanie tak jak było... Czy na 
pewno tego chcesz?". Było to nawiązanie do słów wypowiedzianych przez 
prof. Andrzeja Rzeplińskiego podczas jednej z antyrządowych manifestacji 
w Warszawie: "Trzeba zmienić wszystko, żeby wszystko pozostało po 
staremu" - nawiązując do powieści "Lampart" Giuseppe Tomasiego di 
Lampedusy. 
     Powyższy cytat oddaje sedno konfliktu. Oburzenie środowiska zawodowe- 
go, które w ciągu dziesiątek lat stworzyło sobie twierdzę, opierającą się wszel- 
kim ingerencjom z zewnątrz. Jak każda kasta, nawet nadzwyczajnych, a tym 
bardziej - nietykalnych, poczęła z czasem degenerować się i próchnieć. Zepsu- 
cie zaś sięgało do korzeni, zapuszczonych w PRL. Zachowawcza prawnicza 
konserwa buntuje się przeciw jakimkolwiek próbom reformowania ich twier- 
dzy. Odczuwa dotkliwie i pretensjonalnie niesprawiedliwe osądzanie całego 
środowiska poprzez ujawnione niecne uczynki jednostek. Społeczeństwo zaś, 
sądzone przez "Nadzwyczajną kastę ludzi", nie chce tolerować wydawanych 
przez nią tysięcy ewidentnie niesprawiedliwych wyroków, podejrzewając 
niegodne postępowanie i nieuczciwe manipulowanie obowiązującym prawem. 
Jesteście stróżami porządku prawnego, decydujecie o ludzkich losach, więc 
postępujcie przyzwoicie w każdym przypadku! Społeczeństwo ma prawo żądać
naprawy aparatu praworządności, gdy zbyt wiele w nim niesprawiedliwości, 
gdy nie świeci przykładem przyzwoitości. Tymczasem aparatczycy stawiają 
opór, otoczywszy się twierdzą nietykalności, uważając się za nieomylnych 
arbitrów, wydających bezdyskusyjnie obiektywne wyroki. Wykonują pozoro- 
wane i niedozwolone wolty, by nie dopuścić do istotnego przemodelowania 
wymiaru sprawiedliwości, by "wszystko pozostało po staremu". Przeciwni 
ziobrowskim reformom PiS, akceptują bodnaryckie metody Tuska, stosującego
prawo "tak, jak je rozumi". Co gorsza, w lewackim zaślepieniu, sami bodna- 
rowców do łamania prawa namawiają. 
 
     W niektórych sądach zmiany kadrowe burzyły wieloletnią sielankę i 
szkodliwe układy personalne. Zdarzało się, że wybrany przy aprobacie 
większości swoich kolegów prezes sądu gwarantował im spokojną pracę i 
brak rewolucji. Mógł być mierny, ale swój. Takie podejście nie było dobre 
dla tych, dla których sądy w istocie powinny być - dla obywateli. 
     Machina kadrowa poszła w ruch i na przełomie 2017 i 2018 r. do sądów 
w całej Polsce trafił nowy zaciąg ludzi z rekomendacji ministra Ziobry lub 
środowisk sędziowskich mu sprzyjających. Najwięcej kontrowersji i konflikt 
w sądzie wywołała nominacja sędzi Dagmary Pawełczyk-Woickiej na 
prezesa Sądu Okręgowego w Krakowie. Pawełczyk-Woicka nie miała 
doświadczenia w zarządzaniu sądem i nie piastowała wcześniej żadnych 
stanowisk kierowniczych. Była za to koleżanką Ziobry ze studiów prawni- 
czych w Krakowie. Zmiana odbyła się poza tym w najbardziej krytycznym 
wobec władzy sądzie w Polsce. Odwołanie z funkcji prezesa Beaty Mora- 
wiec, a następnie próba postawienia jej zarzutów korupcyjnych sprawiła, 
że Pawełczyk-Woicka była ignorowana przez wielu sędziów, a sędziowskie 
zgromadzenia podejmowały uchwały wzywające nominatkę do ustąpienia. 
Podjęta w maju 2018 r. uchwała zebrania sędziów Sądu Okręgowego w 
Krakowie wyraziła wotum nieufności wobec prezes, wzywając ją do natych- 
miastowego ustąpienia z funkcji. W personalną, bardzo medialną wojnę z 
nową prezes wszedł krakowski sędzia Waldemar Żurek, rzecznik KRS, i 
stał się jedną z głównych twarzy sędziowskiego protestu. 
     Wielkiej aferze korupcyjnej w małopolskim sądownictwie powinien być 
poświęcony osobny rozdział. Pietryga tylko wspomina o niej w rozdziale 
zatytułowanym "Czystki w sądach", wzmiankując o oporze sędziów w Wał- 
brzychu, Gorzowie Wlkp., buncie w Katowicach i Wrocławiu przeciw refor- 
mom, a głównie przetasowaniom dokonywanym przez Ministra Sprawiedli- 
wości Zbigniewa Ziobrę. Na fali krakowskiego "rokoszu", na ogólnopolską 
"wokandę" medialną wypłynęła postać sędziego Żurka, w Warszawie zaś 
zasłynął sędzia Igor Tuleya. 
     Jeżeli Ziobry reformy sądownictwa przyniosły efekty w całej Polsce takie, 
jak Temidy łódzkiej, to współczuję wszystkim podsądnym w tym kraju. Kom- 
promitując wymiar sprawiedliwości, analiza materiału dowodowego, stosowana
przez łódzkich sędziów, niezmiennie opiera się na stalinowskiej doktrynie: 
"milicja słusznie oskarża, sądy posłusznie skazują". Chociażby najbardziej 
przekonujące argumenty o niewinności sądzonych są w całości odrzucane, a 
ich zeznania traktowane, jakby grochem rzucane o ścianę. Moja autopsja 
konfrontacji z wymiarem sprawiedliwości (List Otwarty) potwierdza tragiczną 
dla obywateli nieuprzywilejowanych, sytuację polskiej praworządności. Szcze-
gólnie dotkliwą za rządów nowego Ministra Sprawiedliwości Adama Bodnara, 
zwanego "byłym rzeźnikiem praw obywatelskich". Tu już nie ma dyskusji o 
żadnych argumentach. Teraz stosuje się wschodnią zasadę praworządności: 
najpierw kajdany i areszt, a stosowne paragrafy się znajdą; winien, czy nie.